poniedziałek, 19 maja 2014

6

Dzisiaj było o wiele zimniej niż wczoraj. W dodatku padał deszcz. Nie lubię takiej pogody, ale co poradzić. Takie uroki Londynu. Jechałam właśnie do szkoły. Ubrałam się cieplej niż zwykle, ale zostałam przy spódniczce.
Nałożyłam do tego brązowe lity. Włosy miałam rozpuszczone. 
W szkole na początku było nudno. Do czasu historii. Musieliśmy robić pracę w parach. Spojrzałam się na Vicky i wzięła mnie nerwica. 
- Robisz? - zapytałam.
- Daj spokój, nie chcę mi się. 
- Ja się prosić nie będę - powiedziałam.
- Jak to jest lecieć na kasę Zayn'a Malik'a? - zapytała.
- Nie lecę na jego kasę - odparłam robiąc zadanie. - A powiedz mi, jak to jest puszczać się na prawo i lewo?
- Coś ty powiedziała?! - warknęła na mnie.
- Dobrze słyszałaś - odpowiedziałam.
- Odszczekaj to! - powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Bo co? Pobijesz mnie? Obie dobrze wiemy, że bić to się nie potrafisz.
- Pożałujesz tego! - wrzasknęła.
Nauczyciela w klasie nie było, ale za to cała klasa się na nas gapiła.
- Oh, No oczywiście. A co mi zrobisz? Chętnie z tobą zapalę czy coś - uśmiechnęłam się, a ona zaczęła klnąć pod nosem i się odwróciła. 
Skończyłam zadanie i odniosłam na biurko. Nie czekając na dzwonek poszłam na lunch, bo nauczyciel przed opuszczeniem sali powiedział, że jak ktoś skończy to może iść. Octavia z Danielem siedzieli przy stoliku, a Tom szedł z jedzeniem swoim jak i moim i Ruth.
- Znowu Vicky naskoczyła na mnie - powiedziałam.
- Nie przejmuj się. Wiesz jak....
- W ogóle ty i Zayn Malik! O co chodzi?! - zapytała podekscytowana Octavia.
- Octavia, błagam... Opowiem ci na francuskim zgoda? - zapytałam.
- Jasne - uśmiechnęła się, a po chwili zaczęli się schodzić uczniowie. Ruth z Matt'em usiedli obok nas. Matt śmiał się ze mną z Vicky, a Ruth zaczęła gadać o domówce. 
- A więc... - Ruth zaczęła robić listę, która wygladała tak :
'+ to osoby towarzyszące.
Ana + może Zayn i jego kolega,
Matt + Tori
Octavia
Daniel
Tom + Charlotte
Miranda
Amy + jej siostra
Dave 
Samantha
Christina
Oliver
Jake + Paula
Nathan + może jego brat 
Paul 
Nathalie
Adam + Vivianne 
Nicole
Jake - z młodszej klasy
I ten nowy'
- A teraz trzeba ich powiadomić - zaczęła każdemu z naszej szóstki przypisywać każdego komu mamy powiedzieć.
- Powiedz Zayn'owi, temu nowemu, Jake'owi młodemu i staremu Nathan'owi, żeby też brata wziął ok? - zapytała się mnie.
- Ok, to ja pójdę zagadać 'z tym nowym'.
Podeszłam do stolika, gdzie siedział wraz z paroma osobami z drużyny. 
- Hej - powiedziałam do nich i wszyscy mi odpowiedzieli. - Sorki, że przeszkadzam, ale mogę pogadać z... - spojrzałam na nowego - Harry'm tak? 
- Tak - uśmiechnął się do mnie. 
- Ok, to możemy pogadać? - zapytał.
- Jasne - wstał.
- Wyrywaj jest wolna - nie zdziwiłam się, że powiedział to Christian.
- A może ty w końcu powyrywasz, bo coś dawno laski nie miałeś - powiedziałam i udałam się z Harry'm na korytarz. 
- Jak tam ci się w szkole podoba? - zapytałam.
- Jest nieźle - odpowiedział. 
Eh, dlaczego mężczyźni są mało mówni?
- A te barany z drużyny nie wkurzają cie czy coś? Bo jak tak, to mam na nich sposoby - zaśmiał się razem ze mną. 
- Jeszcze nie, ale na pewno się zgłoszę jakby co.
- Tak w ogóle to spodobałeś się Ruth - powiedziałam.
- Ummm... Kto to? - zapytał.
- Różowo-fioletowe włosy... Chodzi z nami na matmę. Siedzę z nią w ławce - wyjaśniłam.
- Oh już wiem.
- Więc Ruth, robi domówkę. Wpadłbyś? - zapytałam.
- Ja? - zapytał.
- Nie, ten co za tobą stoi - powiedziałam zirytowana. - Tak ty. To jak przyjdziesz? - zapytałam.
- Jasne, że tak - powiedział.
- To dam ci swój numer, a ty mi swój i napiszę ci o której i gdzie ok? - zapytałam.
- Ok - odpowiedział uśmiechnięty.
Reszta lekcji minęła spokojnie, a na wf'ie nie ćwiczyłam, bo okres dostałam. Przynajmniej na imprezie nie będę miała. Przed treningiem zadzwoniłam do Zayn'a. Siedziałam w samochodzie, a telefon miałam przyczepiony. 
- Anastazja? Dziwnie się to pisze. Eh, a Zayn siedzi w kiblu i sra, albo robi coś innego wiesz co mam na myśli. 
- Halo? Z kim rozmawiam? - zapytałam.
- Z jego przystojnym chłopakiem. Nie mów, że ci o nas nie opowiadał? 
Że co kurwa?!
- Dawaj to debilu - usłyszałam głos Zayn'a. - Anastazja?
- Zayn czy ty jesteś gejem albo bi? - zapytałam.
- Co? Nie! Ten debil zabrał mi telefon. Byłem po picie, a on już się dobiera do wszystkiego. 
- Uff...
- A co? Spodobałem ci się i cieszys się, że jednak nie jestem gejem?
- Ale ty gadasz bzdury! Boże i po co ja dzwoniłam? - chciałam już się rozłączyć. 
- Żartowałem sobie. Spokojnie. Co chciałaś? - zapytał.
- Teraz to już nic - powiedziałam. - A może to ciebie boli, że nie rzuciłam się na ciebie od razu albo nie poszłam z tobą do łóżka co? Pewnie jakbyś się jakieś na drodze zapytał od razu by poszła - rozłączyłam się.
Byłam nieźle wkurzona. Na treningu niemal się nie wykończyłabym. Po treningu się wykąpałam i ubrałam. Włosy zaplotłam w warkocz. Zapomniałam o całej sytuacji z Zayn'em. Byłam szczęśliwa, bo w poniedziałek mamy występ w teatrze. 
Wyszłam na dwór i szybko pobiegłam do samochodu, bo ulewa była wielka. W samochodzie sprawdziłam swój telefon. Dzwoniła Ruth. Dobrze wie, że mam balet o tej porze. Napisała też SMS-a. 
'Zadzwoń przed 19. Mam ważną sprawę!'
Mama napisała, że mam zajechać do sklepu po mleko dla dziewczynek. 
Dzwonił dwa razy Zayn. Jak mi przykro... Żartuje! 
Pojechałam do jakiegoś hipermarketu i kupiłam to mleko. Kupiłam jeszcze pare rzeczy i wróciłam do domu. 

-Piątek-

Tydzień minął spokojnie. Jedna sprzeczki z Vicky, pare z Lydią i to wszystko. Właśnie wyszłam ze szkoły. Umówiłam się z Ruth, że pojedziemy się przebrać i jedziemy na miasto po zakupy. Jedziemy moim samochodem. 
Ah, zapomniałam. Zayn cały tydzień się nie odzywał. Dziwne? Nie sądzę. 
W domu przebrałam się i przeczesałam włosy. Zostawiłam rozpuszczone. 
(Zamiast butów na zdjęciu - białe lity.)
Spakowałam ciuchy do Ruth i oczywiście sukienkę i buty na jutro. Powiedziałam mamie, że wrócę w niedziele. Podjechałam po Ruth. Pojechałyśmy najpierw do galerii handlowej. Ruth musiała odebrać zamówione buty, a ja chciałam kupić sobie jakieś spodnie. Tak dobrze słyszycie, ale szorty. Lydia chcę mnie zabrać do siebie. Kiedy? Nie wiem, ale szorty by się przydały. Kupiłam co chciałam, Ruth też załatwiła swoje sprawy. Pojechałyśmy do TESCO - najlepszy market na świecie! Ja kupowałam ciastka, chipsy, kubeczki, sztućce, talerze plastikowe, słodycze i inne produkty do jedzenia, a Ruth alkohol. Po niedługim czasie z pełnym koszykiem alkoholu podbiegła do mnie. 
- Czuje się tak młodo. Musiałam dowód pokazywać - zaśmiała się. 
- To chyba dobrze - powiedziałam. 
Podeszłyśmy do kasy. Zapłaciła Ruth, ale ja się jak zwykle dołożyłam. Szłyśmy z reklamówkami do auta i zgadnijcie kogo po drodze widziałam? Zayn'a! Tak właśnie! Szedł z kolegą. Spojrzał się na mnie i ani 'cześć' ani 'pocałuj się w dupe'. Nic! Pfff...
W domu u Ruth się wygłupiałyśmy cały czas. Śmiałyśmy się z jakiś sucharów i jak zwykle obgadywałyśmy pomponiary oprócz Octavii i Nicole. Je lubiłyśmy. Nagle zadzwonił mój telefon. Cała zapłakana ze śmiechu odebrałam
- Ha-Halo - powiedziałam dalej się śmiejąc.
- Piłaś coś? Pijana jesteś - stwierdził... Zayn.
- Ugh, pomyliłeś numer? - zapytałam. - A teraz za alkoholiczkę mnie uważasz? Nieźle! - powiedziałam.
- Przepraszam - powiedział.
- Oh, jednak jak mnie zobaczyłeś to potem sobie mnie przypomniałeś? Świetnie! Mam czuć się zaszczycona czy jednak biec do ciebie i paść ci...
- Zamknij się w końcu i daj mi powiedzieć - wrzasknął do telefonu. Momentalnie ucichłam, a Ruth patrzyła na mnie i nie wiedziała o co chodzi. - Mam pytanie. Czego się po mnie spodziewałaś? - zapytał.
- O ci cho....
- Eh... To nie rozmowa na telefon. Masz czas. Teraz? - zapytał.
- Jestem u Ruth, ale mogę na chwile wyjść - spojrzałam na nią, a ona pokiwała głową.
- To podaj adres. Zaraz tam będę i pogadamy. 
Podawałam mu adres i się rozłączyłam.
- Ana? 
- Nie wiem. On jest jakiś nienormalny! Mam nadzieje, że przyjedzie, żeby wykasować swój numer z mojego telefonu - powiedziałam.
- Mam stresa - powiedziała. - Nie wiem czemu. 
- Mnie zaczął brzuch boleć. Zamawiamy pizzę? - zapytałam. 
- Ok, zaraz zadzwonię. Jak myślisz co on chcę? - zapytała.
- Nie mam pojęcia. Uwierz mi Ruth. I błagam nie podsłuchuj ok? - spojrzałam się na nią.
- No niech ci będzie. 
Rozmawiałyśmy chwile i zadzwonił dzwonek do drzwi. 
- Weź parasolke - poradziła. 
Chwyciłam kremową parasolke i ubrałam jej białe vansy. Wyszłam na zewnątrz. 
- Co chciałeś? - zapytałam oschle. 
- Chodź się przejść. Nie chcę, aby ktoś nas podsłuchiwał. 
- Nie będzie podsłuchiwać - powiedziałam.
- No chodź - powiedział i zaczął iść do przodu. 
To ja mam okres, a nie on! Nie chciałam, aby znowu się darł więc poszłam za nim. Zaczęliśmy iść ulicą. Było już grubo po 21. Było ciemno. 
- Zaczniesz w końcu mówić czy będziemy tak chodzić całą noc? - zapytałam zdenerwowana. 
Stanął przede mną. Miał na sobie chyba bluzę i czarną skórę. Na głowie miał kaptur od bluzy. 
- Uważasz mnie za takiego jak powiedziałaś przez telefon? - zapytał.
- Zayn...
- Odpowiedz - syknął.
- Jezu, no nie! - krzyknęłam i zaczęło mi się robić coraz zimniej. 
- Zadajesz się ze mną dla pieniędzy? - zapytał, a ja otworzyłam szerzej oczy. 
Może wyskoczyć teraz seryjny morderca i to mnie już nawet nie zdziwi bardziej! 
- Co proszę? - zapytałam wkurzona. 
- Czy zadajesz....
- No kurwa słyszałam! - rzadko przeklinam. - Nie ja nie wierzę w ciebie człowieku! Pieniędzy mi nie brakuje jak widzisz. Twoje mi nie są do życia potrzebne! - powiedziałam.
- Dla sławy? - zapytał.
- Tak! Oczywiście, że dla sławy! - odparłam z ironią. - Co chesz jeszcze wiedzieć?! - zaczęłam krzyczeć. - Nazwisko, data urodzenia, imiona rodziców, numer karty bankowej, grupę krwi? Co jeszcze? - zapytałam, a w oczach stanęły mi łzy.
Polubiłam jego. Ale on. On myślał, że jestem z nim dla pieniędzy, sławy! Ja nie mogę no. Spojrzałam się na niego i od razu się odwróciłam kierując się w stronę domu Ruth. 
Przeszłam kawałek, ale chwycił mnie za ramię. 
- Anastazja....
- Zostaw mnie. Nie chcę cię już widzieć! - krzyknęłam i pobiegłam do domu. Wbiegłam i trzasnęłam drzwiami. Odłożyłam parasolke i zdjęłam buty. Weszłam do salonu i jak gdyby nigdy nic usiadłam na kanapie.
- Co się stało? Mów wszystko! - powiedziała.
Opowiedziałam jej wszystko, a potem zjadłam większość największej pizzy. 

niedziela, 16 marca 2014

Chapter 5

Obudziłam się rano z mocnym bólem głowy. Kac! No świetnie. Zaczęłam sobie przypominać wszystko z wczoraj. Ale zrobiłam z siebie debilke! Poprawiłam się i zeszłam na dół. Przy stole siedziała Lydia i Josh. Weszłam do kuchni.
- Dzień dobry - powiedziałam. 
Lydia spojrzała się na mnie. Ja podeszłam do lodówki. Wyjęłam mleko.
- Hej - odpowiedział Josh.
- Gdzie są rodzice? - zapytałam.
- Pojechali na zakupy - odezwała się Lydia. 
Wsypałam płatki do miski i wlałam mleko. Napiłam się jeszcze wody i usiadłam przy stole. 
- Dziękuje - zwróciłam się do siostry i zaczęłam jeść śniadanie. 
- Nie ma za co - uśmiechnęła się do mnie. - Co tam u ciebie? 
- Jak zwykle. A u was? 
Lydia chciała coś powiedzieć, ale najpierw spojrzała na Josh'a.
- Chcemy się pobrać - powiedział.
Otworzyłam szerzej oczy.
- Tydzień temu Josh mi się oświadczył - powiedziała Lydia.
- Jesteś w ciąży? - zapytałam.
- Nie - odpowiedziała szybko i z lekkim  poirytowaniem. 
- Ah, to fajnie - powiedziałam.
Odstawiłam miskę i zaczęłam wchodzić po schodach.
- Nadal jesteś zła za to? - krzyknęła za mną.
- Dziwisz się? - wrzasknęłam, a w oczach stanęły mi łzy. 
Usiadłam w pokoju i zaczęłam płakać. Wszystko zawsze wraca kiedy ona przyjeżdża. Nagle zadzwonił mój telefon. Dyrektorka? No co znowu?!
- Słucham?
- Dzień dobry Anastazjo. Jutro o 7.30 jest zebranie samorządu szkolnego. Bardzo ważna sprawa. Będziesz?
- Oczywiście. Dowidzenia - powiedziałam i się rozłączyłam.
Wzięłam chusteczkę i wytarłam oczy. Co ja mam dzisiaj robić? 
Poszłam do garderoby i przebrałam się w czyste ciuchy.
Włosy związałam w koka i pomalowałam tylko rzęsy. Wzięłam torebkę i zeszłam na dół. Mama z tatą siedzieli już w salonie. 
- Wezmę dziewczynki i pójdę na spacer ok? - zapytałam.
- No jasne, ale może przejdziesz się z Lydią - zapytała.
- Poradzę sobie sama - stwierdziłam. 
Poszłam do pokoju dziewczynek. Przebrałam je w lekkie body i spódniczki. Nałożyłam im opaski. Wzięłam je i włożyłam do białego wózka z czarnymi kropkami. Był to podwójny wózek jeden z przodu jeden z tyłu. Wyszłam na dwór. Udałam się do parku. Rozłożyłam koc na trawie. Wyjęłam dziewczynki z wózka i położyłam obok siebie. Zrobiłam im zdjecie i dodałam na instagrama. 
Leżałam i się opalałam trochę. Po chwili ktoś mi zasłonił słońce. Otworzyłam oko i stała przede mną Lydia.
- Mogę się przysiąść? - zapytała.
- Skoro już przyszłaś to tak - powiedziałam.
Ubrana była w dżinsowe szorty i zwykłą bokserke. Usiadła obok mnie.
- Jak tam w szkole? - zapytała.
- Dobrze - odpowiedziałam. 
- Poznałaś kogoś? - zadała kolejne pytanie.
- Może... 
- Ile będziesz mnie jeszcze nienawidzić? - zapytała.
- Aż nie przyznasz się do błędu - stwierdziłam.
- Ale to nie moja wina!
- Dobrze wiesz, że twoja. Po co zaczynasz rozmowę jak wiesz jak to się skończy!
- Brakuje mi mojej młodszej siostry - powiedziała.
- Masz Em i Am. To też twoje młodsze siostry! - powiedziałam.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi! - krzyknęła.
- Dobrze wiesz co wtedy zrobiłaś więc skończmy ten temat jak nie chcesz się przyznać - powiedziałam. 
- Ana no weź - powiedziała.
- To kiedy chcecie brać ślub i co rodzice na to? - zapytałam kończąc tamten temat.
- Rodzice nie wiedzą. Ty wiesz pierwsza - uśmiechnęła się do mnie.
- Oh, mam czuć się zaszczycona? - zapytałam z kpiną. 
- Jak myślisz jak zareagują? - zapytała ignorując moją odzywkę.
- Ucieszą się, że taka tapeciara jak ty znalazła sobie męża.
- Nie przeginaj - zagroziła.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się do niej.
Nagle podszedł jakiś chłopak. To Zayn!
- Hej - powiedział do mnie.
- Hej - odpowiedziałam. - Siadaj - wskazałam miejsce obok siebie.
- Nie będę wam przeszkadzał - stwierdził.
- Nie będziesz przeszkadzał. Siadaj - uśmiechnął się do mnie i usiadł. - Zayn to moja siostra Lydia, Lydia to Zayn - powiedziałam.
- Jesteś jej chłopakiem? - zapytała.
- Nie - odpowiedział. - Jestem jej kolegą. 
- Ta to ma dużo znajomych, a żadnego chłopaka - powiedziała.
- A ty mogłabyś iść w końcu do domu i nie zawracać mi głowy - spojrzałam się na nią, a ona wstała.
- Miło było poznać - powiedziała i odeszła.
Wzięłam Emilie na ręce. 
- Aż tak się nie lubicie? - zapytał.
- Gruba sprawa, ale nie chcę o tym myślec. To co cię sprowadziło do parku? - zapytałam.
- Wracałem ze studia. Nie chciało mi się jechać samochodem więc szedłem na pieszo. 
- Ummm... - zarumieniłam się. - Chciałabym cię przeprosić za moje wczorajsze zachowanie - powiedziałam. - Po alkoholu często mi odwala - Amelia weszła mi na nogi i ją też wzięłam na ręce. 
- W porządku. Przynajmniej wiem, że uważasz iż jestem przystojny - zaśmiał się.
- Miliony dziewczyn tak uważa. Jakie to uczucie? - zapytałam.
- Takie, że gdybym szedł po drodze i spytał się nieznanej dziewczyny czy zostałaby moją żoną i ona odrazu by się zgodziła, jest to uczucie dziwne - powiedział. - No wiesz z twoich ust brzmiałoby to lepiej. Wyjdziesz za mnie? - zapytał.
- Oh, oczywiście, że nie - uśmiechnęłam się do niego. - A dziennikarze? - zapytałam.
- Jeden stoi tam za drzewem, ale nie odwracaj się teraz. Przyzwyczaiłem się do tego. 
- Musi być to przykre - stwierdziłam. 
- Trochę jest. Co jutro robisz? - zapytał. 
- W tygodniu nie mam czasu, ale może w piątek pójdziemy do jakiegoś klubu - spytałam, a widząc jego minę dodałam. - Obiecuje wypić tylko 4 drinki.
- Tylko - zaśmiał się. - No dobra. 
Włożyłam dziewczynki do wózka i schowałam koc.
- Odprowadzę cię - powiedział Zayn.
Szliśmy razem i ciągle się śmialiśmy. W końcu doszliśmy do mojego domu.
- A może zajdziesz na kawę bądź herbatę? - zapytałam.
- W sumie... Z wielką chęcią - powiedział.
Weszliśmy do środka, a ja wyciągnęłam dziewczynki z wózka. Nagle znalazła się przy mnie mama.
- Mamo to mój kolega Zayn, Zayn to moja mama - powiedziałam.
- Miło mi panią poznać - uśmiechnął się i podał jej dłoń.
- Kochanie daj mi dziewczynki, pójdę je położyć spać. 
Podałam jej dziewczynki i poszłam z Zayn'em do mojego pokoju. 
- Zaraz poproszę tatę to zrobi na herbatę. Czy chcesz kawę? - zapytałam. 
- Wole herbatę. To od kiedy tu mieszkasz? - zapytał. - A swoją drogą jesteś bardzo podobna do swojej mamy.
- Oh, dziękuje. Wprowadziliśmy się na początku 2010 roku - powiedziałam.
- A mogę wiedzieć dlaczego? - zapytał.
- Chwila, wyślę tacie SMS-a, żeby zrobił herbatę - wysłałam. - Zmarł mój wujek i przepisał na tatę firmę - uśmiechnęłam się. 
- A w jakim mieście mieszkałaś? - zapytał.
- W Gdańsku, ale ostatnie 3 miesiące w Krakowie - powiedziałam. - Mam pytanie... Czy to prawda, że Harry chodził z Taylor? Proszę, nikomu nie powiem... - spojrzałam się na niego.
- Jak go poznasz to go zapytasz - powiedział.
- To daj mi jego numer - poprosiłam.
- A może numer do Justin'a Bieber'a byś chciała? - zapytał zirytowany.
- Ooo, z wielką chęcią - odpowiedziałam.
- Eh, wkurzająca jesteś - powiedział. 
- Życie bywa brutalne - odpowiedziałam wystawiając mu język. - Ty za to jesteś brzydki.
- Wczoraj mówiłaś inaczej - zaczął się śmiać. 
- Hahaha, widocznie nie zrozumiałeś wtedy sarkazmu - powiedziałam.
- Mhhh, jasne. Dobrze wiem, że się tobie podobam - powiedział. 
- Tak, dobre. 
Po chwili tata przyniósł nam herbatę i przywitał się z Zayn'em. 
- Jutro do szkoły? - zapytał.
- I to ja uważam, że ty jesteś przystojny?! A kto chciał mój numer co? Może to ze względu na dobro siostry twojego kolegi co? - zapytałam się.
- Dokładnie! - powiedział.
- Wiem, że niezła ze mnie dupa, ale nie musisz, aż tak tego pokazywać - zaśmiałam się.
- Chyba jednak pomysł z numerem telefonu nie był dobry! - powiedział.
- Oh, w takim razie możesz wyjść - wskazałam na drzwi.
- Musiałabyś mnie zmusić - powiedział.
- Oh, jasne - zaczęłam go łaskotać, ale złapał mnie za nadgarstki. 
- I co teraz? - zapytał.
- Liczę na dobroć z twojej strony - uśmiechnęłam się. 
- Hmm... Nie chyba jednak nie - powiedział i zaczął mnie łaskotać. 
Zaczęłam się tak śmiać, że aż zabrakło mi powietrza. W końcu mnie puścił.
- Już sobie nagrabiłeś - powiedziałam. 
- Anastazjo, czy ty mnie straszysz? - zapytał.
- Stwierdzam fakty - odparłam.
- A tak w ogóle... Siostra Louis'a chce się z tobą spotkać i pogadać o szkole. 
- To możesz powiedzieć Louis'owi, że mogę się z nią w sobote w południe spotkać - wyszczerzyłam się do niego. - No i może on da mi numer do Bieber'a, bo na ciebie liczyć nie mogę - powiedziałam i spojrzałam na telefon. 
- Wiesz ja będę zaraz szedł, bo jutro muszę iść na wywiad - powiedział.
- Oh, ale z ciebie biedactwo - powiedziałam i poklepałam go po plecach. 
- Serio jesteś wkurzająca - powiedział.
- Jakbym nie zauważyła - powiedziałam i poszłam jego odprowadzić. 
Zayn poszedł, a ja weszłam do kuchni i chwyciłam kawałek ciasta. 
- Ładny ten chłopak - powiedziała mama. 
- Mamooo...
- No co? Tak tylko mówię - powiedziała. - Znowu pokłóciłaś się z Lydią? 
- Pogodzę się z nią jak przyzna się do winy i już - powiedziałam. 
- Ta to ma ciężki charakter - powiedziała mama, a ja się zaśmiałam. 
Ciekawe czy Lydia powiedziała rodzicom o ślubie? Eh, chyba spytam się Josh'a.
Poszłam na górę i już chciałam wejść do pokoju Lydii, ale słyszałam, że są "zajęci" więc im nie będę przeszkadzać. 
Weszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Wzięłam MacBook'a i włączyłam facebook'a. 
Dostałam ponad 200 zaproszeń na facebook'u. Ustawiłam konto na bardziej prywatne. Przeglądęłam te zaproszenia powoli i tylko jedno zaakceptowałam. Zadzwoniłam przez telefon do Ruth.
- No siema. Co tam u ciebie? - zapytała.
- Hej, hej. A spoczko. Co robiłaś dzisiaj? - zapytałam.
- Byłam odebrać auto, więc jutro po mnie nie przyjeżdżaj. Potem pojechałam z mamą na zakupy. W ogóle to rodzice wyjeżdżają w piątek więc robię w sobotę domówkę! - pisnęła. 
- Eh, to trzeba będzie ci pomóc. Odwołam wyjście do klubu z Zayn'em i będę u ciebie spała ok? - zapytałam.
- To zaproś go. Powiedz, że jak chcę to może kogoś wziąć. 
- Jest! Tak, kocham cie!!! - powiedziałam. - Ciekawe czy się zgodzi - zamysliłam się. 
- Mam nadzieje, że tak. To jutro w szkole robimy listę osób ok? - zapytała.
- No. A właśnie... Zayn był dzisiaj u mnie. A co ja wczoraj odwaliłam - zaśmiałam się.
- No mów - ponagliła mnie. 
- Byłam i niego i nieco pijana powiedziałam, że jest przystojny i jeszcze jakieś głupoty - powiedziałam.
- Hahahaha, o Boże Ana ja cię kocham normalnie! - krzyknęła do słuchawki. 
- Wiem, wiem. Eh, lekcje muszę zrobić. W ogóle to mam nadzieję, że jutro z matmy na sprawdzianie dostanę 4, bo jak nie to mam 3 na świadectwie - powiedziałam.
- A pomożesz mi? - zapytała.
- A co chcesz dostać? 
- Tróję, żeby mieć 3 na koniec. Wtedy będę miała lepszy dostęp do college'u.
- To w końcu chcesz wyjechać do Nowego Jorku czy zostać tutaj?
- Rozmawiałam dzisiaj o tym z mamą i chyba zostanę tutaj - powiedziała.
- Uf, a już się bałam. Dobra ja idę mamie pomóc. Pa - powiedziałam.
- Pa misiu - zaśmiałam się Ruth i rozłączyła. 
Postanowiłam zejść na kolacje. Wszyscy siedzieli przy stole. Na przeciwko mnie siedziała Lydia. Rodzinna atmosfera, chociaż jak zwykle dało się wyczuć tę nienawiść przeze mnie do mojej starszej siostry. 
- Mamo, tato... - pewnie chcę powiedzieć o zaręczynach i planowanym ślubie. - Josh mi się oświadczył i planujemy wziąć ślub - powiedziała.
Mogę już iść od tego stołu? 
I się zaczęło. 'Oh, kochanie to cudownie. Pomożemy wam wyprawiać wesele ble ble ble...' Przestałam ich słuchać.
- Ana? - tak mama coś chciała.
- Hm? - spojrzałam się na nią. 
- Nie cieszysz się? - zapytała.
- Ja? - spytałam. - Skaczę w środku z radości, że ktoś pokochał ją. Aż to dziwne, ale... No nie ważne. To wy tutaj sobie planujcie, a ja pójdę się wykąpać.
Poszłam do góry i wzięłam długą relaksującą kąpiel. Przy okazji się ogoliłam i umyłam włosy. Umyłam zęby i położyłam się do łóżka. 

-------

Witam was!
Od razu bardzo przepraszam za brak rozdziału, ale po prostu nie miałam czasu.
Co sądzicie o rozdziale? Jak wam się podoba?
Ja zmykam, bo dzisiaj też nie mam za dużo czasu.

Całuje, Marcela <3

wtorek, 4 marca 2014

Chapter 4

 JEŚLI CZYTASZ - SKOMENTUJ! DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA! A DZIĘKI TEMU NA MOEJ TWARZY POJAWI SIĘ UŚMIECH I WIĘKSZA CHĘĆ DO PISANIA!!!


Nareszcie piątek! Tydzień minął bez zbędnych sprzeczek ani innych drastycznych przeżyć.
Przebieram się właśnie z ciuchów po wf-ie. Jak ja nienawidzę grać w zbijaka. Nie chodzi, że nie umiem. Ale nie lubię i to bardzo! 
Ruth czekała już na mnie przy szafce. Idziemy dzisiaj do kina na nową komedie. Nie mam dzisiaj treningu. Trening mam tylko od poniedziałku do czwartku. Wyjątki są przed zawodami. 
Pojechałyśmy do mnie. Ruth od razu wzięła jedną z bliźniaczek na ręce. Poszła ze mną i Emilie do pokoju. Ona leżała na łóżku, a ja wybierałam ciuchy. W końcu zdecydowałam się.
Ubrałam granatowe koturny wyglądające jak sandałki. 
Włosy dokładnie rozczesałam, a potem poprawiłam makijaż. Wzięłam białą torebkę, do której włożyłam iPhone'a, klucze od domu i samochodu, słuchawki, portfel, chusteczki i pomadkę. Spojrzałam na Ruth, a ona dalej bawiła się z Emilie.
- Idziemy? - zapytałam. 
- Już - powiedziała i wzięła ją na ręce. 
Zeszłyśmy na dół. Ruth położyła małą w kojcu. 
- Zjecie coś? - zapytała moja mama.
- W sumie... - zaczęłam. - Co na obiad? - spytałam.
- Pomidorowa - powiedziała.
- To ja na pewno zjem - powiedziała Ruth i usiadła przy stole. 
Tak, Ruth kocha polską kuchnie. Często je u mnie obiad. A jej ulubionym daniem jest pomidorowa. 
- Ładny masz kolor włosów. Kiedy farbowałaś? - zapytała moja mama.
Ruth farbuje włosy co miesiąc. Czasami się zdarza, że rzadziej... Ale zawsze na inny kolor. Ostatnio miała miętowe.
- O dziękuję. W piątek. Chyba zostanę na dłużej przy tych kolorach - uśmiechnęła się, a moja mama podała jej miskę z zupą.
- A jak tam w szkole? - zapytała.
- Nauczyciele dają nam więcej luzu. Ale niektórzy bardziej cisnął - odpowiedziała Ruth. 
Nagle dostałam SMS-a.
"Masz dzisiaj jakieś plany?"
To Zayn. Od razu odpisałam.
"Wybieram się z przyjaciółką do kina :) A co?"
- Co się cieszysz do telefonu? - zapytała Ruth.
- Zayn napisał.
- Ana, masz chłopaka? - zapytała mama.
- Kolega - odpowiedziałam.
- Kochanie, mogłabyś w końcu znaleźć kogoś. Minął ponad rok...
- Mamooo - upomniałam ją.
- Przepraszam - odpowiedziała.
Telefon znowu się odezwał.
"Myślałem, że się spotkamy. No nic. A jutro? Masz czas?"
"Jasne! A co chces robić?"
"Może pójdziemy na kawę, a potem zobaczy się co dalej..."
"Ok, to o której?"
"O 14 w kawiarni niedaleko Areny O2?"
"Spróbuje trafić!"
Dokończyłyśmy obiad i poszłyśmy do kina. 
Jak ja kocham komedie!!! A ta była świetna. 
Wyszłyśmy z kina i pojechałyśmy do Ruth, bo dzisiaj śpi u mnie. 
Przywitałam się z jej rodzicami, a potem poszłyśmy do jej pokoju. Wzięła torbę i spakowała się do mnie. Kiedy to zrobiła zajechałyśmy do sklepu. Kocham Tesco!
Wzięłyśmy duży koszyk. Kupiłyśmy cytrynę, potem colę. Jechałam tak z tym koszykiem i na kogoś wpadłam. Ruth zaczęła się śmiać.
- Um... Przepraszam - powiedziałam. 
Podeszłam do tego kogoś. To Zayn!
- Przypadek? Nie sądzę - zaśmiał się, a ja pomogłam jemu wstać. - Zakupy? Imprezę robisz? 
- Tylko ja i moja przyjaciółka - odwróciłam się do Ruth. - Zayn to moja przyjaciółka Ruth, Ruth poznaj Zayn'a.
- Miło mi - Zayn wyciągnął do niej ręke. 
- I wzajemnie - odparła ściskając jego ręke. 
- To ja nie przeszkadzam. Udanego wieczoru życzę - powiedział.
- To pa - powiedziałam.
- Do jutra - mrugnął do mnie i odszedł.
Wjechałyśmy na dział z alkoholem.
- Weź whisky, a ja pójdę po chipsy ok? - zapytałam.
- Spoko - odpowiedziała.
Poszłam po chipsy, słodki popcorn i paluszki. Po chwili Ruth była już z dwiema butelkami whisky. Poszłyśmy do kasy, a potem prosto do samochodu. Wróciłyśmy do domu. Było już po 20. Rodzice mają sypialnie razem z dziewczynkami na dole, a ja na górze. Mama wie, że dzisiaj zabalujemy trochę z Ruth. Wzięłyśmy miski na chipsy i popcorn i szklanki. Weszłyśmy do góry. Od razu zrobiłam nam drinki. Usiadłyśmy na łóżku i gadałyśmy. Mam mocną głowę, ale po 4 zaczęło nam odwalać. A reszty to nie pamiętam. 

Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek w telefonie - 11.21. Nie jest źle. Spojrzałam na Ruth, eh nadal śpi. Zeszłam na dół, a rodzice rozmawiali.
- Hej - powiedziałam.
- Do której siedziałyście? - zapytał tata.
- Ummm, nie pamiętam - odpowiedziałam.
- Kochanie czy ty masz chłopaka? - zapytała mama.
- Obiecuje, że jak będę miała to cię o tym poinformuję. Na razie na chłopaka nie mam ochoty - powiedziałam.
Rodzice spojrzeli na mnie ze współczuciem.
- Co na śniadanie? - zapytałam.
- Naleśniki amerykańskie. Weź dla was pare - powiedział tata.
- Dziękuje - uśmiechnęłam się do nich.
Nałożyłam kilka na talerz i wzięłam jakieś sosy. Już wychodziłam z kuchni, ale odezwała się mama.
- Lydia przyjeżdża dzisiaj.
Nieeeeee! Nie chcę jej widzieć!
- O której? - zapytałam zaciskając zęby.
- O 14.30 jedziemy po nią na lotnisko. Jedziesz z nami? - zapytał tata.
- Jestem umówiona z kolegą - stwierdziłam i poszłam do góry. 
Weszłam do pokoju i położyłam talerz na biurku. Zaczęłam budzić Ruth. Oczywiście oberwałam od niej w twarz.
- Wstawaj, bo nie zostawię ci naleśników! - automatycznie się podniosła.
- Ja chcę z sosem czekoladowym - powiedziała i podskoczyła do porcji naleśników. 
Zjadłam z sosem truskawkowym. Następnie po kolei poszłyśmy się kąpać. Ubrałam się.
Wyprostowałam włosy, a potem nałożyłam czarne botki na wysokim obcasie. Nałożyłam lekki podkład, zrobiłam sobie kreski, wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta brzoskwioniową pomadką. Razem z Ruth poszłyśmy do samochodu. Zawiozłam ją do domu, a potem jechałam pod tą Arenę O2. Szukałam tej kawiarni i nie mogłam jej znaleźć. Spytałam się jednej dziewczyny i ona mnie nakierowała. Zaparkowałam i wyszłam z samochodu. Zamknęłam go i weszłam do kawiarni. Szukałam wzrokiem Zayn'a i w końcu go znalazłam. Podeszłam i usiadłam na przeciwko niego. Chyba się wystraszył.
- Hej - uśmiechnęłam się. 
- Cześć. Co tam? - zapytał.
- A w porządku. A co u ciebie? 
- Dobrze... Zamawiamy? - zapytał.
- Tak, tak. 
Zamówiłam orzechową kawę i kawałek ciasta truskawkowego. Zayn zamówił mocną kawę i kawałek ciasta czekoladowego. 
- Nie przejmuj się tymi wszystkimi artykułami na temat twój czy nasz, bo...
- Spokojnie, nie przejmuje się. Gorzej jest na Twitterze, ale dam radę - powiedziałam pogodnie.
- Podziwiam cię - powiedział. - Jak tam minął ci wieczór?
- No wiesz jak to z przyjaciółką, plotki, gadki szmatki i takie tam. Moja siostra dzisiaj przyjeżdża to mi psuje humor. 
- Aż tak się nie lubicie? - zapytał.
- To trochę skomplikowana sprawa. Może kiedyś ci opowiem...
Przynieśli nasze zamówienia. Rozmawialiśmy długo i przyszedł kelner dać rachunek. Wyjmuje portfeli chcę zapłacić, ale Zayn mnie zatrzymał i sam zapłacił. Wstaliśmy i udaliśmy się na dwór.
- Nie lubię jak ktoś za mnie płaci - stwierdziłam.
- Nie lubię jak dziewczyna idzie gdzieś ze mną i płaci za siebie.
- Wiesz skoro to ci przeszkadza to następnym razem ty płacisz za mnie, a ja za ciebie. I będzie ok!
- Umm, nie! - powiedział.
- Eh, to co robimy? - zapytałam.
- Może pojedziemy do mnie i oglądniemy jakiś film? 
Nie! Za krótko go znasz!!! - krzyczy moja podświadomość. Ale jak zwykle - ignoruje ją.
- Spoko - odpowiedziałam.
Jechałam za nim. Wyszliśmy z samochodów. Wow, jaka willa.
- To chodź - powiedział.
Udałam się za nim i zaczęłam się rozglądać na wszystkie strony. Weszliśmy do środka.  Nowoczesny wystrój. Bardzo spodobał mi się jego dom. Zaprowadził mnie do salonu.
- Wybierz jakiś film - wskazał na półkę z filmami.
- Ok - podeszłam do półki. 
Zaczęłam szukać jakiegoś filmu. Nie mogłam się zdecydować. Wzięłam 'American Pie' i 'Love Actually'. Zayn przyszedł z popcornem i dwiema butelkami pepsi oraz jedną whisky. 
- Ja nie pije, prowadzę - powiedziałam.
- Mój ochroniarz i kierowca cię dowiozą - powiedział. - To co wybrałaś?
Pokazałam mu filmy.
- To chyba 'American Pie'. Dawno nie oglądałem - powiedział. 
Wziął ode mnie film i włączył go. Usiadł obok i zaczął robć drinki. Podał mi szklankę. 
- Za znajomość - powiedział.
- Za znajomość - stuknęliśmy się. 
Wypiłam trochę i odstawiłam. Zaczęliśmy oglądać film. Co chwile z Zayn'em się śmialiśmy. Było coraz lepiej. Rozmowa się kleiła. 
- Do dna - powiedział i wypiliśmy ostatnie szklanki. 
- Która godzina? - zapytałam.
- Po 21 - odpowiedział. - A film się dawno skończył - stwierdził.
- E tam! Przystojny jesteś wiesz? - powiedziałam, ale w końcu jestem pijana. Zayn wcześniej dostawił jeszcze jedną butelkę i ją wypiliśmy.
- Miło mi to słyszeć - powiedział. - Ale chyba powinnaś wracać - powiedział.
- Nie. Moja siostra jest w domu, nie lubię jej - powiedziałam przytulając się do niego. - Lubię ciebie - odsunął mnie od siebie.
- Idziesz do domu. Zaraz cię dowiozą - powiedział.
I po godzinie wchodziłam do domu. 
- Hej - powiedział Josh, chłopak Lydii.
- Oh, hej - odpowiedziałam lekko się chwiejąc. 
- Chyba trochę popiłaś - zaśmiał się.
- Troszeczkę - odpowiedziałam. - Dobranoc - powiedziałam i weszłam po schodach. 
W byłym pokoju Lydii było słychać, że bierze prysznic. Poszłam do swojego pokoju. Na łóżku czekała na mnie niespodzianka. 
Jednak czasami kocham moją siostrę. Otworzyłam i ukazały mi się dwa komplety bielizny. Czarna koronkowa i miętowa koronkowa!!! Jakie cudowne! Od razu poszłam do niej. Ale ona spała.
Eh, pogadam z nią jutro. Ubrałam tylko majtki i bokserkę i położyłam się spać.

------

Witam was w tym cudownym marcu!!!
Pogoda coraz bardziej dopisuje, a ja przychodzę do was z nowym rozdziałem.
Jak wam się podoba? 
Dziękuje wam BARDZO za te wszystkie komentarze! Mam najlepszych czytelników na świecie! Coraz więcej was to czyta! 
Kolejny rozdział jak wiecie (no chyba, że matma to dla was wielkie zło i dodawanie jest już problemem) to 14 Marca kolejny rozdział. A co w nim?
Co sądzicie o Anastazjii i Zayn'ie? Jak myślicie na jakiej relacji zostaną? Dlaczego Ana, aż tak bardzo nie lubi swojej siostry? 

Pozdrawiam, Marcela :) ❤️

sobota, 22 lutego 2014

Chapter 3

 JEŚLI CZYTASZ - SKOMENTUJ! DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA! A DZIĘKI TEMU NA MOEJ TWARZY POJAWI SIĘ UŚMIECH I WIĘKSZA CHĘĆ DO PISANIA!!!


Trening minął. Jestem zmęczona, ale umówiłam się z Zayn'em. Eh... Jakoś będzie trzeba to przeżyć.
Wróciłam do domu po drodze zachaczając o sklep w celu kupienia sobie soku pomarańczowego. W domu zjadłam obiad, a potem poszłam się przebrać. Wykąpałam się po treningu więc teraz nie musiałam. Przebrałam się.
Włosy szybko rozczesałam i ubierając koturny te co rano wyszłam na dwór. Szłam prosto do parku słuchając piosenek z iPoda. Kiedy doszłam jego chyba jeszcze nie było. Postanowiłam usiąść na ławce. Po chwili przyszedł. Uśmiechnął się do mnie. Wstałam i odwzajemniłam uśmiech. 
- Hej - odezwał się.
- Hej - powiedziałam.
- Hej - powtórzył się, a ja zaczęłam chichotać. 
- Hej - powiedziałam śmiejąc się.
- Przepraszam, idziemy się przejść? - zapytał.
- Chodźmy - powiedziałam. - A więc co tam u ciebie? - zapytałam.
- W porządku, a u ciebie? - zapytał.
- Jestem trochę zmęczona po treningu - stwierdziłam. 
- Długo trenujesz? - zapytał.
- Od małego. Miałam wtedy bodajże 4 latka - powiedziałam.
- Nie jesteś z Anglii prawda? - zapytał.
- Nie. Wprowadziłam się tutaj 2010 roku. Jak byliście w XFactorze. Wysyłałam na was SMS-y wraz z mamą. Możesz być wdzięczny - uśmiechnęłam się. 
- Bardzo ci dziękuję - ukłonił się.
- Jest za co - zaśmiałam się. 
- Może to dzięki twoim głosom zaszliśmy tak daleko? 
- Na pewno tak. Masz teraz u mnie dług - powiedziałam, a on zaczął się śmiać. 
- To skąd jesteś? - zapytał.
- Z Polski. Pewnie nie wiesz gdzie to jest...
- Graniczy z Niemcami po ich wschodniej stronie - odpowiedział z dumą.
- Wow. Nieźle jak na fakt, że nie skończyłeś szkoły! 
- Niestety nie mogłem. Wiesz wszystko rzuciłem dla kariery - powiedział.
- Żałujesz? - zapytałam.
- Nie. Czasami mam takie chwile, że mam ochotę to rzucić, ale potem się ogarniam. 
- A gdybyś nie został piosenkarzem?
- Pewnie pracowałbym na budowie. A ty jakie nasz plany na przyszłość? - zapytał.
- Nie mam pojęcia. Pójdę na studia, ale nie wiem gdzie i na jaki kierunek...
- A balet? 
- Nie mogę wiązać z baletem przyszłości. Mogę trenować występować, ale muszę też iść na studia. Zawsze trzeba mieć coś w zapasie.
- Czyli nie masz pomysłu na studia? - zapytał.
- Myślałam o prawie, ale wtedy 5 lat studiów. Może coś mniej ambitnego. Psychologia? Nie wiem - powiedziałam.
- Dobrze, że ja nie mam tego problemu. 
- Masz rację. Możesz się cieszyć - powiedziałam.
- Idziemy na lody? - zapytał.
- Jasne! - odpowiedziałam i udaliśmy się w stronę butki. 
- Masz rodzeństwo? - zapytał.
- Starszą o trzy lata siostrę i dwie dziesięcio-miesięczne bliźniaczki. A ty?
- Starszą siostrę i dwie młodsze - odpowiedział.
- Mieszkają w Londynie? - zapytałam kiedy stanęliśmy w kolejce.
- Nie, starsza mieszka z chłopakiem, a mamie i młodszym siostrą zamierzam kupić dom tu w Londynie. A twoja siostra? - zapytał.
- Mieszka w Nowym Jorku razem ze swoim chłopakiem, eh długa z nią historia. 
Kupiliśmy sobie lody i usiedliśmy na ławce. 
- Macie teraz trasę koncertową czy coś? - zapytałam.
- Tak. W maju zaczynamy podróżować po europie. Na szczęście będziemy mieli koncerty w trzy bądź więcej dniowych odstępach. Będziemy mogli wrócić do domu na te dwa dni.
- Cieżko jest co nie? - zapytałam.
- Ciężko, ale mam przy sobie przyjaciół to nie jest tak źle. Tęsknię za rodziną, ale co poradzę.
- Dlatego ja nie chcę iść na studia poza Londynem. Muszę pomagać mamie. Sama ledwo wyrabia.
- Wiem oczym mówisz. Moja najmłodsza sio... - telefon zaczął mi dzwonić.
- Przepraszam, ale odbiorę - powiedziałam.
- W porządku. 
Odeszłam kawałek od niego. 
- Halo? - zapytałam.
- No siema. Co tam? Jak po oprowadzaniu? - zapytała Ruth.
- Zadzwonię wieczorem na skype, teraz jestem z Zayn'em na spacerze - powiedziałam.
- Aaaa!!! Ana szalejesz. To dzwoń pózniej! - rozłączyłam się.
Podeszłam do niego i usiadłam obok. 
- Przyjaciółka - powiedziałam.
- Spoko.
- To o czym rozmawialiśmy? - zapytałam.
- Nie pamiętam. Ile ty masz lat? - zapytał.
- We wrześniu 19, a ty? - spytałam patrząc na niego.
- Skończyłem w styczniu 20 - odpowiedział.
- Myślałam, że jesteś starszy - zarumieniłam się.
- Aż tak staro wyglądam? - zapytał.
- Nie. Ale tak myślałam. No nie czepiaj się - zatrzęsłam się. 
Eh, mogłam wziąć sweterek. Ale nie, o godzinie 20 latam bez niczego.
- Zimno ci? - zapytał.
- Nie, po prostu - zaczął ściągać swoją bluzę. Pod spodem miał bluzkę na krótki rękaw. Nałożył mi ją na ramiona. - Ale tobie będzie zimno - stwierdziłam. 
- Krótki rękaw mi wystarczy. Masz tatuaż? Ładny. 
- Zrobiłam go jak skończyłam 18, bo... Eh nie ważne - stwierdziłam. - Ty masz ich sporo - przyjrzałam się im dokładniej. - Tylko ręce? - zapytałam.
- Nie - odpowiedział. - iA ty masz gdzieś jeszcze?
Pokazałam mu na stopie i kostce. Na kostce była jakby bransoletka z napisem "Hope & Faith". 
- Przemyślane i to bardzo - powiedziałam.
- Ja nie wszystkie przemyślane, ale to już mój problem - powiedział.
- Mój tata nie był za bardzo szczęśliwy z tego powodu, ale się w końcu zgodził. 
- Jak mama się dowiedziała myślałem, że mnie zabije. Nie lubi moich tatuaży - powiedział.
- Pokocha je kiedyś - zaśmiałam się.
Rozmawialiśmy jeszcze długo, ale około 22 powiedziałam:
- Muszę iść. Jutro do szkoły trzeba iść. 
- Odprowadzę cię - powiedział.
- Nie trzeba.
- I tak cię odprowadzę - zaśmiał się.
A więc odprowadził mnie pod same drzwi.
- To do zobaczenia - przytulił mnie.
- Do zobaczenia - uśmiechnęłam się i weszłam do domu. 
Wszyscy już chyba spali. Weszłam do góry i wtedy zauważyłam, że mam na sobie jego bluzę. Oddam mu przy następnym spotkaniu. O ile takie będzie. Napisałam mu SMS-a.
"Zapomniałam oddać ci bluzę."
"Przy następnej okazji mi oddasz. No chyba, że nie będziesz chciała."
"Bardzo mi się spodobała. Nie wiem czy ją odzyskasz... :)"
Wyciągnęłam z szuflady mojego MacBook'a (laptop firmy Apple). Weszłam na skype'a. Eh, muszę napisać do Ruth, żeby włączyła skype'a. Po chwili już do mnie dzwoniła.
- No hej - powiedziałam.
- Ana, czy ty byłaś na randce z Zayn'em Malik'iem? Najgorętszym mężczyzną na ziemi? - zapytała.
- Byłam z nim na spcerze - zaśmiałam się.
- Oh, jasne. A bluza to czyja? - zapytała.
- Zimno mi było - zdjęłam bluzę.
- Ale jak było? - zapytała.
- Normalnie. Gadaliśmy po prostu - zirytowałam się.
- Dokładniej! - prawie krzyknęła.
- A mogę iść się przebrać w piżamę? - zapytałam.
- Masz 2 minuty.
Poszłam do łazienki. Ubrałam różowe bokserki i kremową bokserkę. Związałam włosy w kitkę. Poszłam do łóżka i położyłam przed sobą MacBook'a. 
- Gadaliśmy o rodzeństwie, o planach na przyszłość. I to wszystko. Jedliśmy jeszcze lody - powiedziałam. 
- Ekhem... Czy Zayn Malik znalazł w końcu zastępczynię Perrie? - widziałam, że coś czyta. - Wokalista najpopularniejszego zespołu 4 miesiące temu rozstał się z wokalistką girlsband-u "Little Mix". Od tamtego czasu nie miał dziewczyny. Lecz dzisiaj przyłapano go na randce. Para spacerowała po Londyńskim parku. Czekamy na potwierdzenie związku. 
- Hahahahahaha - zaczęłam się śmiać. 
- Ładnie wyszłaś na zdjęciu - stwierdziła.
- Dziękuje - nagle dostałam SMS-a.
"Właśnie doszedłem do wniosku, że będę musiał kupić nową bluzę."
- Co tak cieszysz się do tego telefonu? - zapytała.
- Nic, tylko Zayn napisał.
- ZAYN?! I ty to... - przestałam jej słuchać.
"Doszłam do wniosku, że papparazzi chyba wiedzą, który profil mam lepszy. A i, że jestem fotogeniczna. Zawsze tacy są?"
"Dobrzy w znajdowaniu dobrego profilu?"
"Nie! Tacy wnerwiający i szpiegujący."
"Niestety tak!"
Rozmawiałam jeszcze z Ruth, ale w końcu poszłam spać.

------------------

Witam was drodzy czytelnicy!
Wow! Nie wierzę, że aż tyle komentarzy!
Jak tam walentynki? Ja jestem z nich bardzo szczęśliwa, ponieważ chłopak zabrał mnie w góry na trzy dni!
A teraz wracamy do opowiadania...
Jak podoba się wam rozdział? Zayn spotkał się Anastazją, a co dalej będzie???

Zapraszam na świetne blogi, mam nadzieje, że je odwiedzicie i wciągnięcie się tak bardzo jak ja!

http://themoordeath.blogspot.com/
http://little-things-one-direction-love.blogspot.com/
http://zaszyfrowana-fanfiction.blogspot.com/

Pozdrawiam, Marcela!!!

NIE ZAPOMNIJ O KOMENTARZU!!!

środa, 12 lutego 2014

Chapter 2

Jeżeli czytasz - skomentuj. Na mojej twarzy pokaże się uśmiech i będę miała większą motywację do pisania! 

Obudziłam się o 6, żeby iść pobiegać. Przebrałam się w jasno różowe dresy, białą koszulkę na ramionczkach i białe air-max'y. Na dole nikogo nie było. Wyszłam włączając piosenkę w iPodzie i pobiegłam do parku. Zastanawiałam się jacy naprawdę są chłopacy z zespołu. Nigdy ich nie... Raz stałam na światłach z jednym z nich. Nie jestem ich fanką, ale niektóre piosenki lubię. Nie znam ich więc nie oceniam - proste.
Po dwóch godzinach biegania wróciłam do domu. Tata siedział i czytał gazetę.
- A ty dzisiaj wolne masz? - zapytał.
- Oprowadzam sławny zespół po szkole. Idę na 10 - odpowiedziałam.
- Może poderwiesz jakiegoś? Co chcesz na sniadanie?
- Wyrwę, aż trzech... Ummm jajka na bekonie? 
- Za 30 minut bądź gotowa - powiedział.
- Godzina! - krzyknęłam i wbiegłam do góry. 
Wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam i ułożyłam włosy. Pomalowałam się identycznie jak wczoraj. Ubrałam się.
Schowałam do torebki klucze i inne duperele. Zeszłam na dół. Tata zostawił karteczkę życząc mi miłego dnia i powiadamiając, iż pojechał na zakupy. Zjadłam śniadanie i poszłam do garażu. 
Pojechałam najpierw do Starbucks'a po kawę, a następnie udałam się do szkoły. 
Zaparkowałam na tym samym miejscu co zwykle. Była 9.40. Wyszłam z auta i założyłam okulary na nos. Popijając kawę usiadłam na ławce przed budynkiem. Słońce świeciło. Ten tydzień jest zaskakujący pod względem pogody. Ale ponoć już w sobotę ma padać. Usłyszałam dzwonek na przerwę. Wyszła na chwilę do mnie Ruth, ale już o 10 zaczynała się lekcja więc nie zdąrzyła ze wszystkimi plotkami. 
Dopiłam do końca kawę. Weszłam do budynku i dyrektorka od razu mnie zaczepiła. Powiedziała co mam robić i o czym im opowiadać.  Po 10 minutach przez drzwi weszło 5 chłopaków i jedna dziewczyna. To chyba jednego z nich siostra. Podeszłam do nich.
- Hej, jestem Anastazja Lewandowska i mam oprowadzić was po szkole - uśmiechnęłam się. - A więc ty - wskazałam na blondynkę - chcesz się tutaj zapisać? - zapytałam.
- Dokładnie - powiedziała.
- Jak masz na imię? - zapytałam.
- Lottie - powiedziała. 
Ah, to pewnie zdrobnienie imienia. Chociaż w tym kraju coraz częściej mnie zaskakują z imionami. 
- To chodźcie za mną - powiedziałam. - Po prawej stronie jest sekretariat. Uwierzcie mi dyrektorka to bardzo w porządku kobieta. Ma skończone dwa kierunki studiów - uśmiechnęłam się do nich. - U góry są sale lekcyjne, ale tam pójdziemy pózniej. Szkoła ma wiele dodatkowych zajęć. Ja nie uczęszczam na żadne, ale moi znajomi tak i są zadowoleni - powiedziałam.
- Dlaczego nie chodzisz? - zapytał chyba Louis, ale mylę jego i Liam'a więc nie jestem pewna.
- Mam cztery razy w tygodniu balet. Nie mam czasu - odparłam. - Z zajęć dodatkowych można wybrać takie jak malarstwo, wokal, a w szkole mamy świetny chór, który w tym roku bierze udział w mistrzostwach krajowych. Dla dziewczyn są też treningi siatkówki, badmintona i Ping-Ponga. Oczywiście jest też drużyna cheerleaderek. Trudno się do niej dostać, ale dla chcącego nic trudnego. To może chodźmy na ich trening. 
Wskazałam drzwi na hale. Nagle jeden złapał mnie za ramie. Louis czy Liam.
- Mam pytanie. Czy w szkole jest wysoki poziom nauki? - zapytał.
- Tak. Nauczyciele są bardzo wykwalifikowani i czasami siedzą nad jednym uczniem tak długo, aż zrozumie. Dla słabszych uczniów są specjalne lekcje - uśmiechnęłam się pogodnie.
- Bo wiesz, to moja siostra i nie chcę, żeby źle się uczyła. Tak w ogóle to Louis jestem - podał mi dłoń.
- Miło cię poznać. A teraz chodźmy na salę. 
Weszliśmy, a tam już pomponiary ćwiczyły układy. Usiadłam z nimi na trybunach. Octavia mi pomachała, a ja jej odmachałam.
- Jeżeli ma się z jakiegoś przedmiotu niższą ocenę niż 4, nie można należeć do żadnego klubu. Cheerleaderki są zwolnione z wf-u, który w szkole jest obowiązkowy. Każdy kto należy do jakiegoś klubu sportowego jest z niego zwolniony. Dobra chodźmy zobaczyć trening piłkarzy. 
Wyszliśmy na dwór. Tym razem podszedł do mnie mulat. 
- W której jesteś klasie? - zapytał.
- W ostatniej - odpowiedziałam. - Macie śpiewać na zakończenie prawda? - zapytałam. 
- Dokładnie - odpowiedział.
Doszliśmy na trening piłkarzy. Większość zaczęła do mnie machać więc im odmachałam.
Mam świadomość tego, że podobam się im, ale mam też świadomość, że większość nie podoba się mi. 
- A więc piłkarze są w pierwszej lidze. Mają mistrzostwo kraju 5 lat z rzędu. Koszykarze są wicemistrzami, a siatkarki zdobyły w tym roku brąz. Cheerleaderki w tym roku walczą o mistrzostwo. Reszta drużyn sportowych nie jest, aż tak dobra. 
Zaczęliśmy iść w stronę szkoły. Przekroczyliśmy ją. 
- Każdy uczeń ma osobny plan, tak jak w Stanach Zjednoczonych. Lekcje zawsze zaczynają się o 8. Trwają po 45 minut i pomiędzy każdą lekcją jest 15 minut przerwy. Po pierwszych trzech lekcjach przerwa trwa od 10.45 do 11.30 jest to przerwa na lunch. Można codziennie sobie kupować. Można rzadziej. Jeżeli się bardziej pozna szkołę to wystarczy wykupić lunch na miesiąc. Stołówka jest wielka i są też miejsca na dworze, na które można iść w dni pogodne i ciepłe. Podczas zimy każdy uczeń ma darmowy wstęp na lodowisko dwie przecznice dalej - powiedziałam.
Weszliśmy na piętro, gdzie podeszłam do swojej szafki. 
- Każdy ma swoją szafkę. Mam nadzieję, że jak powiem wam kod to się nie wkradniecie do niej! - A więc pokazałam Lottie jak się otwiera szafkę. - Ja oddaje ją w tym roku, a większość młodszych z gimnazjum ma zarezerwowane szafki. Jak chcesz możesz mieć moją. Więc jakby co to powiem dyrektorce o ile chcesz...
- Jasne, że tak. O ile brat wyrazi zgodę - spojrzała się na niego - abym chodziła tu do szkoły. 
- Jak się nie uda to jakoś go przekupie - szepnęłam jej na ucho.
Oprowadzałam ich jeszcze chwile, a potem staliśmy pod sekretariatem. 
- Jednak złożymy tu podanie co ty na to? - zapytał Louis Lottie.
- No jasne. Mam je przy sobie - powiedziała.
Poszli we dwoje do sekretariatu. 
- Co dzisiaj robisz? - zapytał mulat.
- Oh, o 16.30 mam balet - odpowiedziałam.
- A może pózniej dasz się zaprosić do kina? - zapytał. 
- Kino? Nic ciekawego w nim nie ma. Ale masz mój numer... - zaczęłam wyjmować z torebki kartkę, ale on podał mi swój telefon. 
- Zapisz - uśmiechnął się.
Akurat rodzeństwo wyszło z sekretariatu. 
Zapisałam numer i podałam jemu telefon, aby i on to zrobił. 
Wszyscy udaliśmy się w stronę parkingu. Pożegnałam się z nimi i weszłam do samochodu. Pojechałam do perfumerii odebrać perfum, który zamówiłam u nich. Odebrałam perfum i zaszłam do sklepu dziecięcego. Kupiłam dziewczynkom pare ciuszków i nowych śliniaków. Wróciłam do domu. Mama właśnie karmiła dziewczynki. Podeszłam do niej i pomogłam jej w tym. Potem pokazałam jej zakupione ciuszki dla dziewczynek i perfum. Poszła się położyć, a ja wzięłam dziewczynki do swojego pokoju. Emilie dałam picie, a Amelię położyłam na poduszce. Widać już im było blond włoski. Wszystkie poszłyśmy po mamie. Blond kręcone włosy, ciemniejsza cera i niebieskie oczy. A po tacie to wzrost. Mama jest bardzo niska. 
Nagle dostałam SMS-a... Od Zayn'a.
"To ja Zayn... jakbyś mnie nie zapisała. To co byś chciała robić po treningu?"
"Spokojnie zapisałam cię! To może pójdziemy się przejść do parku?"
"Do którego?"
"Tego przy hali koszykarskiej..."
"Tam niedaleko MSC?"
"Nie! Przecież tam nie ma parku. Obok tej większej hali!"
"Dobra już wiem gdzie. To o której?"
"19.15?"
"Ok. To do zobaczenia!"
"To zobaczania!"

---------

Tadam!!!

Rozdział numer 2 już za nami. Jak wam się podoba? Co sądzicie o głównej bohaterce Anastazji?
A jak podoba wam się wygląd bloga? Chyba takie jasne kolory są w porządku, prawda?

Rozdział pisałam nieco późno, bo niedawno (czyt. około tydzień temu) urodziła mi się siostrzyczka! Moje pierwsze rodzeństwo i po prostu nie odstępuje od niej na krok. Mam prawie 18 lat to za pare lat będę miała chyba swoje. Bardzo bym chciała.

Rozdziały dodawane co 10 dni. Tydzień to za krótki okres, a dwa tygodnie to za długo. Mam nadzieję, że ten odstęp jest dobry. 

Bardzo dziękuje za te wszystkie komentarze!!!
Wyświetla posta więcej osób, o wiele więcej. 
Mam nadzieję, że będziecie komentować! 

Polecam bloga, w którego bardzo się wyciągnęłam. Autorka ma świetną fabułę i pomysł na opowiadanie. W ciągu 3 dni przeczytałam 44 rozdziały! 
opowiadanieoonedirection1629.blogspot.com
Mam nadzieję, że wam też się spodoba tak bardzo jak mi!

Komentować proszę!

Pozdrawiam, Marcela <3